-
stracilem dziewictwo | Paweł_Andziak <ganda@ganda.pl>
Witam,
pare dni temu wrzucilem linka, ze wiekszosc wypadkow zdarza sie na
znanych drogach. Dzisiaj po ok. 10 kkm na motocyklach sam sie stalem
doskonalym przykladem szlifujac na prawa strone 2,5 km od domu.
Troche bylem niewyspany, wiec jechalem bez specjalnych szalenstw. Przy
kosciele w Zalesiu Dolnym wpuscilem goscia wyjezdzajacego z bocznej
uliczki. Ledwo sie toczylem, wiec sie zatrzymalem i pokazalem, zeby
jechal. Facet nic. Pokazuje jeszcze raz. Facet nic. Zaczynam ruszac. On
tez rusza. Zatrzymujemy sie obaj. Pokazuje mu, zeby jechal i czekam. W
koncu wlaczyl sie do ruchu. Jade za nim jakies 500 m az dojezdzamy do
skrzyzowania ze swiatlami (Pod Bateriami/Pomorska). Tam sa 2 pasy, jeden
defaultowy prosto, a drugi w lewo, ktory zaczyna sie ze 100 metrow przez
skrzyzowaniem. Koniec korka, do ktorego dojezdzamy jest ze 200 metrow od
skrzyzowania, wiec pas w lewo sie jeszcze nie zaczal. Na skrzyzowaniu
zrobilo sie juz zielone. Facet przede mna zaczyna hamowac przed korkiem,
ja zwalniam do 20 km/h i bedac pewnym, ze gosc sie zatrzyma wrzucam
kierunkowskaz w lewo i lekko dodajac gazu zaczynam kierowac sie na lewa
strone, zeby pasem do skretu w lewo wyprzedzic kolumne samochodow, ktore
jeszcze nie ruszyly. W tym momencie facet przede mna wrzuca kierunek w
lewo i zajezdza mi droge. Zdarzylem dotknac klamki hamulca, czuje, ze
kolo stanelo, kierownica do ogranicznika (nie zdazylem zarejestrowac do
ktorego) i widze fakture asfaltu. Nigdy sie nie zastanawialem nad tym
ciekawym ukladem nierownosci, ktore teraz sa tak blisko. Odwracam glowe,
moto sunie kolo mnie krzesajac niewielkie iskry z kierownicy i wydechu.
Zatrzymalem sie jeszcze na swoim pasie, moto kawalek dalej na
przeciwnym. Wstalem, podbieglem do motocykla. Kierowca jadacy z
przeciwka zatrzymal sie i wlaczyl awaryjne, zeby mnie ktos nie
przejechal. Odwracam sie w poszukiwaniu sprawcy - nie ma... spierdolil,
nie zauwazyl, nie wiem - sadzac po jego reakcjach na to jak go chcialem
wpuscic - mogl nie zauwazyc. Kiedys sie zastanawialem czy to nie problem
podniesc moto z ziemi po glebie. Okazuje sie ze zaden problem.
Podszedlem, podnioslem. Znalazlem luz, przetoczylem na przystanek
autobusowy. Ruch na drodze ozyl na nowo. Ogladam straty - kierunkowskaz
przedni prawy urwany, lusterko w jakiejs nienaturalnej pozie, owiewka
przerysowana, lekko wgiety i przerysowany tlumik, przerysowany ciezarek
kierownicy i klamka hamulca. Tyle widac na pierwszy rzut oka. Ide szukac
czy nie zgubilem jakichs czesci. Oczywiscie na miejscu gleby juz stoja
samochody. Przeszedlem kilka razy. Nic nie znalazlem. Zaczynam czuc bol
nogi. Ide do moto. Probuje odpalic. Po paru probach zalapal. Dzwonie do
pracy, ze bede pozniej. Powoli wlaczam sie do ruchu i wracam do domu.
Slysze jakies stukanie w silniku, ktore po chwili przechodzi. Dojezdzam,
spowiadam sie rodzinie skutecznie podnoszac cisnienie ;] Noga boli coraz
bardziej, dzwonie do pracy, ze biore dzien wolny.
Straty w sprzecie juz opisalem, moze jeszcze sa jakies uszkodzenia, ale
bede ich szukal jak dojde do siebie. Straty we mnie? W zasadzie chyba
nieduze. Uderzylem glownie prawym biodrem i lokciem. Mialem kurtke z
carbonowym protektorem na lokiec, wiec zadnych obrazen. Gorzej z
biodrem. Wyroslem ze spodni od kombinezonu, wiec jechalem w jeansach.
Chociaz z drugiej strony w kombinezonie tez bym nie mial ochrony na
biodro. Jeansy sie nie przetarly, biodro jest obite i bardzo lekko
starte. Znalazlem jeszcze lekkie otarcie na lewym nadgarstku, pewnie
zaczepilem o cos spadajac. Wyglada, ze tyle, ale jak zejdzie ze mnie
adrenalina, podjade do jakiegos lekarza.
Wnioski?
Za duze zaufanie do innych kierowcow - kazdy chce cie zabic. Za mala
koncentracja - moze moglbym odpuscic albo nie wcisnac tak mocno. Za mala
odleglosc od innego uczestnika ruchu - ale to bylo nastepstwem za duzej
pewnosci, ze facet sie jednak zatrzyma. Moze za zimne opony - jakby byly
bardziej rozgrzane moze puscilyby pozniej. Gleby - to mnie nie dotyczy -
bzdura.
Co jeszcze? Ciesze sie, ze skonczylo sie tylko tak. Sprzeta sie naprawi,
dupe sie wyleczy i lecimy dalej. Wnioski na przyszlosc sa, kolejne
doswiadczenie wiecej. Wiem ze jak sie wyglebie, to musze liczyc tylko na
siebie, bo nikt nie wysiadzie i nie zapyta czy wszystko ok - chociaz
facetowi, ktory zatamowal ruch jestem wdzieczny.
Fotki sprzetu:
http://www.ganda.pl/szlif/kierunek.jpg
http://www.ganda.pl/szlif/moto.jpg
http://www.ganda.pl/szlif/opona2.jpg
http://www.ganda.pl/szlif/oska.jpg
http://www.ganda.pl/szlif/wydech.jpg
http://www.ganda.pl/szlif/klamka.jpg
http://www.ganda.pl/szlif/opona1.jpg
http://www.ganda.pl/szlif/opona3.jpg
http://www.ganda.pl/szlif/owiewka.jpg
--
ganda
FZR 1000 weteran
-
Re: stracilem dziewictwo | doktorski <doktorski@gmail.com>
On 18 Pa , 10:51, Pawe Andziak wrote:
> Wnioski?
Bardzo duzo "moze"....
A moze brak ABSu? Taki glos w dyskusji pt. "abs w motocyklu jest dla
mientkich siurkow". IMO wlasnie w takich sytuacjach ratuje dupe.
Trzym sie chlopaku i - jak piszesz - motocykl sie naprawi, dupa sie
zagoi. Dobrze, ze suke statystyke nakarmiles tylko takimi stratami.
pzdr, dr
FJR/525
-
Re: stracilem dziewictwo | KLOSZ <konradki@USUN_TOwp.pl>
Paweł Andziak pisze:
W sumie to nalezy sie cieszyc, ze nic sie nie stalo powazniejszegoi
skonczylo sie na malych otarciach sprzetu i organizmu.
Cala opisana sytuacja przypomniala mi powiedzenie, ktorego moj kumpel
uzywa bardzo czesto:
"Kazdy dobry uczynek zostanie kiedys ukarany".
On oczywiscie mowi to z zartem, ale jak widac przeklada sie to czasem na
praktyke. Jakbys go nie wpuscil przed siebie, toby pozniej Ci drogi nie
zajechal. Oczywiscie jest to naciaganie rzeczywistosci pod wspomniana
maksyme, ale cos w tym jest...
Zbieraj sie do kupy i w droge, bo sniegu jeszcze nie ma a padajacy
deszcz jeszcze nie zamarza.
Powodzenia
KLOSZ
-
Re: stracilem dziewictwo | "Lewis" <lewisa@[fuck_it]poczta.onet.pl>
> zajechal. Oczywiscie jest to naciaganie rzeczywistosci pod wspomniana
> maksyme, ale cos w tym jest...
poprostu wyjatek potwierdza regułę.
--
Pozdrawiam
Lewis
red GSF 400 na sprzedaż
-
Re: stracilem dziewictwo | KJ_Siła_Słów <kj@noway.com>
Paweł Andziak wrote:
> Odwracam sie w poszukiwaniu sprawcy - nie ma... spierdolil,
> nie zauwazyl
Samo glebniecie nie musialo byc z Twojej winy - mogl byc syf na jezdni,
zimno+mokro, a moglo tez byc "panic braking". Nikt nie wie oprocz Ciebie.
Jak gosc dziwnie jedzie przeczytaj jego nr rejestracyjny - 2 razy.
Nudny z tym jestem, co ?
Nie bylem tam, nie widzialem, ale jesli jestes mocno pewien ze gosc Ci
zajechal droge to wroc rankiem na to skrzyzowanie gdzie go wpusciles -
duza szansa ze bedzie tamtedy jechal ponownie - bedziesz mial z czym isc
na Policje.
Poza tym straty male, tyle ze po kosciach pare dni poboli.
Trzym sie.
KJ Suzuki tribe colours