-
Re: Wyższość ołowiu nad szpachlą | "JKK" <j_k_kwytnijto@itotezpoczta.fm>
Użytkownik "dziadekJacek"
napisał w wiadomości
news:go5cq8$p69$1@inews.gazeta.pl...
> tylnich drzwi mam małe wgniecenie od wózka z hipermarketu, jest to taki
> mały krater wiekości 50 groszówki.
Było ostatnio o wyciąganiu za pomocą "powietrza"
do komputerów i suszarki :-)
Ew. zestaw po gradobicia.
Pzdr
JKK
-
Re: Wyższość ołowiu nad szpachlą | "Jackare" <j@sp.uk.de.pl>
>
To dużo lepsza technika. Kiedyś była stosowana w procesie produkcji
samochodów robionych "ręcznie". Np pierwszy okres produkcji pierwszych
egzemplarzy syreny to była produkcja ręczna i wyrównanie blach odbywało się
przez cynowanie
Cynowanie ma tą przewagę, że uzupełnienie ubytku można "klepać" i obrabiać
blacharsko razem z blachą zasadniczą, jest niewrażliwe na korozję,
podsiąkanie wodą i odspojenie na skutek mrozu.
Szpachle z tworzyw sztucznych zrobiły karierę bo są szybsze w użyciu na
większych powierzchniach i nie trzeba mieć narzędzi i materiałów takich jak
palnik, woda lutownicza, kwas, pasta lutownicza itp, nie występuje też
zagrożenie termicznym uszkodzeniem jakichś elementów pod blachą, ale
cynowanie ma zdecydowanie więcej zalet niż wad w porównaniu ze szpachlą
poliestrową czy akrylową, trzeba tylko cierpliwym być i nabrać wprawy
(czyt.: zapłacić frycowe) zwłaszcza przy cynowaniu powierzchni pionowych.
--
Jackare
-
Re: Wy?szo?? o?owiu nad szpachl? | Lukasz Spychalski <luspych@spamfe.polbox.com>
dziadekJacek wrote:
> Obejrza?em w TV jak go?ciu naprawiaj?c niewielkie wgniecenie w
karoserii(...)czy gdybym zamiast szpachli po?o?y? taki o??w
> a potem to zamalowa? by?oby to lepsze rozwi?zanie?
Opowiem Ci historię, jaką miałem z pf125p.
Gdzieś około 1985 fiatem mego ojczyma zajął się znajomy mechanik. Mechanik
był świetny, ale niekiedy miał pewne problemy. I tym razem coś mu
przeszkodziło - zniknął na 3 czy 4 dni wraz z samochodem, po czym oddał go
naprawionego - jak zwykle tanio i dobrze - coś tylko nieskładnie opowiadał o
przyczynach zaniku...
Fiat jeździł jeszcze parę lat, po czym z powodów spadkowych został o zgrozo
postawiony na działce szczelnie owinięty folią na jakieś dwa lata, potem po
wyjęciu z tego "wora" w stanie mocno podrdzewiałym stał jeszcze kilka lat
pod chmurką. Wreszcie koło 1996 sprawy się rozwiązały i fiat w stanie prawie
agonalnym pojechał do kuzynostwa na remont progów, nadkoli i podłogi. Po
roku jakieś gnoje mi go go podpaliły... Wtedy wyszło szydło z worka -
mechanik miał dzwona, a wszelkie wgnioty lewej strony łącznie z pękniętym
poszyciem drzwi i 5 cm pęknięciem dachu zrobił w ołowiu. Dopiero po pożarze
wszystko się odsłoniło, a właściwie spłynęło. Przez te wszystkie lata _nic_,
literalnie nic się nie działo, nie było najmniejszego purchla, pęknięcia
lakieru - czegokolwiek, co sygnalizowałoby uszkodzenia. Szpachlówka
odpadłaby chyba z pięć razy od samego trzaskania drwiami.
--
pozdrawiam,
Łukasz Spychalski